UWAGA URLOP! Ładujemy baterie i chwilowo nie realizujemy żadnych wysyłek. Wracamy do Was już 21. maja. POZDROWIENIA!

Canes of Karabakh LP (winyl)

119.90 PLN

Najniższa cena w ciągu ostatnich 30 dni: 119.90 PLN

SKU: Crossroads01

Wprost od Pawła Bartnika, który współtworzy Canes of Karabakh zdobyliśmy dla Was kilka sztuk tej wyjątkowej płyty.

„Canes of Karabakh” to debiutancki album polskiego projektu muzycznego o tej samej nazwie, poruszającego się na styku avant-folku, post-rocka i muzyki eksperymentalnej. W centrum tej opowieści znajduje się duduk – starożytny instrument dęty, którego głos jest jednocześnie miękki, ludzki i pierwotny. Płyta ukazała się 25 stycznia 2026 roku nakładem Ośrodka Międzykulturowych Inicjatyw Twórczych ROZDROŻA.

Canes of Karabakh to zespół Stanisława Matysa (duduk), Olgierda Dokalskiego (flugelhorn, SFX) i Pawła Bartnika (elektronika). Powołanie projektu wiąże się z bardzo konkretnym doświadczeniem dudukisty…

…Matys gry na duduku uczy się od zaprzyjaźnionego Ormianina Nareka. Narek regularnie dostarcza Matysowi stroiki do instrumentu. Stroiki, zwące się po armeńsku gamish, wykonywane są z trzciny. Najlepszy materiał stanowią trzciny pochodzące z Górskiego Karabachu. Z tamtejszych roślin wytwarza się stroiki średnie i twarde, cechujące się piękną, pełną barwą. Pewnego dnia Matys dowiaduje się od Nareka, że stroiki podrożały dwukrotnie, z 25 do 50 euro. Jest to efekt przegranej przez Armenię wojny o Górski Karabach. Sytuacja ta wzbudza w nas, muzykach z Polski, którzy sięgnęli po brzmienie duduka, poczucie zakłopotania. Raz, że czerpiemy z tradycji zagrożonej, a przy tym bezwzględnie zakorzenionej w konkretnym miejscu, w jego ludziach, pejzażach, przyrodzie. Dwa – nas na te stroiki stać, wielu Ormian już niekoniecznie. Ze zdwojoną siłą dostrzegamy, jak bardzo niedostępna czy też pozornie dostępna jest nam tamtejsza kultura. Stanowi to asumpt do rozważań, w jakim wymiarze (i czy w ogóle) mamy prawo korzystać z tej Tradycji – tak, by jej nie naruszyć i nie profanować.

Zależy nam, by Canes of Karabakh były skromnym, muzycznym odnotowaniem/zwróceniem uwagi, z jakiej kruchości wyrasta potęga duduka – instrumentu o grubo ponad tysiącletniej historii. Celowo nie sięgamy po tradycyjne melodie, mając poczucie ich wielkiej wagi, której nie jesteśmy w stanie należycie oddać. Skupiamy się zaledwie na brzmieniu duduka skorelowanego z brzmieniem trąbki. Właśnie te brzmienie jest tematem naszych muzycznych działań.

Utwory:

1. Ghamish – The Place 05:10
2. Sevan, the Wild Cane 03:50
3. The Birth Of Breath 02:40
4. Prunus Armeniaca 05:16
5. His Sister, Anahit 00:57
6. Stories 07:09
7. Narine 02:39
8. Ghamish – the Grief 04:19
9. Lachin Corridor 02:40
10. Postcard with Love 01:10

Canes of Karabakh are Stanisław Matys, Paweł Bartnik, Olgierd Dokalski.
Recording, production, mixing by Paweł Bartnik
Produced by Grzegorz Paluch
Published by Crossroads Centre
Cover art & design by Piotr „Zealot” Marzec

– – – – – – – – – – – – – O PŁYCIE: GRZEGORZ PALUCH – – – – – – – – – – – – – – –
Oddychaj…

Są takie dźwięki, które nie chcą być tylko muzyką. Wydobywają się z głębi powietrza, jakby pamiętały czasy, gdy oddech był jeszcze modlitwą, a cisza – przestrzenią, w której rodzi się sens. Trzciny Karabachu należą do tego rodzaju zjawisk – to doświadczenie: powolne zanurzanie się w materii dźwięku, który nie dąży do formy, lecz rozprasza się w czasie, niczym zapach, który długo jeszcze trwa, choć już go nie ma.

Duduk – antyczny instrument z ciała trzciny i oddechu – staje się tu przewodnikiem po niezmierzonych przestrzeniach. Nie tych z map, lecz tych, które otwierają się w człowieku, gdy przestaje on walczyć z ciszą. Jego głos jest miękki, niemal ludzki, a jednak w jakiś sposób bardziej pierwotny niż ludzkie słowo. Niesie w sobie pamięć o świecie sprzed rozróżnień, o czasie, w którym każdy dźwięk był jeszcze echem natury, nie kompozycją.

W tym pejzażu elektronika nie jest przeciwieństwem instrumentu, lecz jego dopełnieniem – jak echo, które dopowiada to, czego sam duduk nie zdołał wyszeptać. W ich współbrzmieniu rodzi się coś na kształt dialogu między przeszłością a przyszłością, między oddechem a maszyną, między żywym i wytworzonym. To muzyka, która nie rości sobie prawa do emocji – one pojawiają się same, jak mgła nad rzeką o świcie.

Słuchanie Trzcin Karabachu jest jak powolne wspinanie się po zboczu, gdzie każdy krok staje się coraz bardziej medytacyjny, coraz bardziej świadomy ciężaru i lekkości istnienia. W pewnym momencie nie wiadomo już, czy to dźwięk trwa w nas, czy my w dźwięku. Wrażenie przypomina ten subtelny stan, gdy tuż przed snem ciało zapomina o swoim ciężarze, a myśl płynie dalej, wolna, przez chwilę niepodległa.

To muzyka, która nie szuka katharsis, lecz pozwala trwać w zawieszeniu. W półśnie, w półmilczeniu, między światem a jego odbiciem. Jakby horyzont przestał być linią w oddali, a stał się miejscem spotkania – ziemi i nieba, przeszłości i teraźniejszości, człowieka i oddechu.

W tym wszystkim duduk wiernie prowadzi odbiorcę. Z jego trzcinowego ciała wypływa oddech, który niesie w sobie coś z ziemi i coś z nieskończoności. On wie, że każda podróż jest powrotem – do źródła dźwięku, do tchu, do początku. I że w tym jednym, niepozornym drgnieniu powietrza zawiera się cała historia świata.
credits

Sławek Pezda & Witek Ryć - Kardamon 7" (zielony winyl)

Pezda i Ryć!

To też warto sprawdzić